Cersaie 2025
To był dla mnie zdecydowanie wyjątkowy wyjazd na targi Cersaie.
Zaczęło się z przytupem. Cztery godziny przed wylotem do Bolonii poinformowano mnie, że moja rezerwacja noclegu, zrobiona i opłacona 5 miesięcy wcześniej, została anulowana z powodu „problemów technicznych” w apartamencie. W przypadku targów w Bolonii owe „problemy techniczne” to w tłumaczeniu na ludzki znaczy, że w ostatnim momencie pojawił się ktoś gotów zapłacić więcej. Zasadniczo nic nowego, tylko mnie do tej pory to się nie zdarzało w dniu przyjazdu.
Gdyby konieczność szukania w pośpiechu nowego miejsca do spania była niewystarczającą atrakcją, na włoskim lotnisku przywitał mnie strajk. Nie kursowała komunikacja publiczna z lotniska do miasta, na taksówki po kilka godzin, czekało się w kolejce liczącej kilkaset osób. Gdybym nie wpadła na pomysł, by prosić o pomoc prywatne osoby, przywożące swoich bliskich na lotnisko, dotarcie do centrum Bolonii zajęłoby mi zapewne o wiele więcej godzin. Co bardziej zdesperowani podróżni próbowali z walizkami iść pieszo, nie bacząc, że od lotniska do miasta są 2 h marszu, drogą o standardzie autostrady.
Na szczęście potem nadeszły targi i wszystko było już tak, jak powinno. Ale to wystarczyło, bym targi uznała za wyjątkowe.
A targi… były beżowe. To zdecydowanie kolor tej edycji. Były nawet całe stoiska ekspozycyjne, utrzymane w tej kolorystyce. Nieco nudno, ale za to jakże handlowo!



Wiadomo, nie od dziś, że na płytkach szczególnych, wyjątkowych, awangardowych, obrotu się nie zrobi. Dlatego bardzo wielu producentów zaprezentowało oferty zachowawcze. Czyli sprzedawcy będą mieli czym handlować.
Prezentowane beżowe (i szare, bo szary oczywiście też gościł, choć przegrywał z beżem) płytki, w wersjach kamiennych, tynkowych, tkaninowych będą mogły być neutralnym tłem dla kolorowej ceramiki, która była chętnie pokazywana przez producentów wyposażenia i dla płytek, będących intensywnymi akcentami. Niebieskimi, zielonymi, brązowymi, bordowymi…



Co ciekawe, było zdecydowanie mniej cotto, niż na Cevisamie. Choć przecież jasne cotto też można zaliczyć do beżów. Za to były niewyobrażalne ilości imitacji kamienia naturalnego, we wszelkich możliwych odsłonach. Delikatnych i wyrazistych. Matowych i błyszczących. Eleganckich i… hmmm… mniej eleganckich 😉
Z rozmów z niektórymi znajomymi branżowymi i przygodnymi rozmówcami branżowymi dowiedziałam się, że kamień będzie rządził jeszcze przez jakiś czas, można się jego dominacji spodziewać również w przyszłym roku. Szczególnie w jasnej, stonowanej wersji, z widocznymi inkluzjami, gdzie za inspirację służą kamienie w rodzaju ceppo di gre i breccia.
Ale nie wybiegajmy w przyszłość, wróćmy do Cersaie 2025.
Na fakt, że producenci tak chętnie sięgają po imitowanie kamienia naturalnego, na pewno ma wpływ rozwój technologii produkcji, który pozwala oddać nie tylko rysunek, ale również pobawić się z jego fakturą. Carving, wydruk 3D, dodatkowe warstwy na powierzchni – to wszystko ma sprawić, że kamień ceramiczny będzie jeszcze bardziej przypominał ten naturalny. I było to wyraźnie widać na targowej ekspozycji.


Było bardzo wiele kamieni o jasnych, stonowanych kolorach, ale nie tylko. Moją uwagę przyciągnęło to, co bardziej wyraziste. I bez wątpienia – trudniej sprzedawalne. Szczególnie spodobało mi się kilka kamieni w ciepłej, brązowo-złotej kolorystyce.



Ale zauważyłam również kamienie w mniej oczywistych kolorach. Sporo było szarości z niebieskim. Były również imitacje kamieni z wyraźnymi różowymi i zielonymi refleksami — jednocześnie.
Przy okazji zauważyłam coś ciekawego – zapewne za sprawą oświetlenia, kolory na zdjęciach zrobionych na Cersaie wychodzą dość blado, są wyraźnie przekłamane.
Tradycyjnie już, producenci prześcigali się w przyciągających uwagę, a czasami – żartobliwych pomysłach na ekspozycję.











Najbardziej pod tym względem wyróżniała się Iris Ceramica. Ich stoisko wypełniały ekrany, na których wyświetlane były animacje komputerowe. I zdecydowanie zwracało to uwagę.


Podczas tych targów doświadczyłam dwóch odkryć.
Pierwszym było Sodai – marka kreowana przez 41zero42. Podobno istnieją w Polsce klienci, którzy już zdecydowali się na wykończenie swojej prywatnej przestrzeni płytkami z ich kolekcji. Ale to na pewno wąska nisza. Płyty są ciekawe, bogato zdobione, czasami wręcz malarskie, zachwyciły mnie, ale na pewno nie będzie łatwo je sprzedać – również z powodu ceny.



Drugie moje odkrycie było zdecydowanie mniej ekstrawaganckie – to kolekcje stworzone wspólnie przez fabrykę ABK i holenderską markę Moooi. Ten projekt w pewien sposób stoi po przeciwnej stronie do Sodai. Mało w nim malarstwa (pomijając dekory zdobione motywami zwierząt), jest ograniczona kolorystyka, a za to w części płytek jest pewnego rodzaju uporządkowanie, matematyczna precyzja. Myślę, że na te kolekcje dużo łatwiej będzie znaleźć chętnych. Po pierwsze – studio Moooi znane jest w świecie interior design, po drugie – stylistyka zdecydowanie spokojniejsza. Ekspozycję na stoisku ABK uzupełniały inne wnętrzarskie produkty Moooi.


Jak co roku, kolejni włoscy producenci zdecydowali się na pokazywanie swojej oferty poza targami, w swoich showroomach. W Hiszpanii ta rosnąca tendencja, moim zdaniem, przyczyniła się do likwidacji Cevisamy w tradycyjnej formie. A jak będzie we Włoszech, w przyszłości?
