Ceramika która stworzyła mały świat
Kiedy pierwszy raz usłyszałam o Spółdzielni Kamionka? Ponad 13 lat temu, gdy odkryłam mozaikę w krakowskim Kinie Kijów. Potem miałam okazję porozmawiać z artystką, która stworzyła tę mozaikę – Krystyną Zgud Strachocką i historia o trudach pracy twórczej w Łysej Górze zapadła mi głęboko w pamięć.
Minęła ponad dekada i zostałam zaproszona na premierę filmu dokumentalnego „Ceramiczna rewolucja”, który sprawił, że postanowiłam odwiedzić kiedyś Łysą Górę.
Czas na owo „kiedyś” przyszedł z początkiem września. Z moim cierpliwym i kompletnie niezwiązanym z branżą ceramiczną mężem, wybraliśmy się tam w pochmurne, niedzielne przedpołudnie. Po to, by zobaczyć, jak w połowie ubiegłego wieku, ceramika stworzyła tamtejszy świat.
Wiedziałam, że punktem obowiązkowym będzie obejrzenie minimuzeum w Izbie Pamięci, w którym jest wystawa pod tytułem „Skarby Łysej Góry”. Dlatego zadzwoniłam do Pani Janiny Nosek (tel. 793 830 173) ze Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Łysogórskiej „Krakus” i umówiłam się na zwiedzanie. Półtorej godziny, spędzone na oglądaniu ekspozycji to, moim zdaniem, jeden z dwóch najważniejszych punktów podczas wizyty w Łysej Górze.




Pani Janina bardzo ciekawie opowiadała. O Kamionce. O Łysej Górze. O swoim życiu w niej. I, przede wszystkim, o ludziach, którzy w niej żyli, tworzyli, a przy okazji – tworzyli tę szczególną wieś. O artystach, ceramikach, muzykach, społecznikach.
Jestem zdania, że w każdej historii najważniejsi są ludzie.
Bo to ludzie tworzą rzeczywistość. Bez ich zaangażowania, pasji, energii nic nie mogłoby powstać.
Dlatego tak ważne było spotkanie z Panią Janiną, bo dzięki niej zbiory ceramiki i pamiątek z przeszłości stały się opowieścią o prawdziwych ludziach. A osoby takie jak Franciszek Mleczko, Bolesław Książek, Jerzy Sacha, dzięki niej, stały się postaciami z krwi i kości.
A Łysa Góra sprzed dekad – ożyła. A była to, na tamte lata, szczególna wieś. Która nie tylko dawała pracę, ale i pozwalała na wykształcenie, rozwijanie zdolności, ciekawe spędzanie czasu. Bo dzięki Kamionce, we wsi działało technikum kształcące ceramików i tkaczy, była sala pozwalająca na wystawianie spektakli i powstał Zespół Pieśni i Tańca „Kamionka”, który działa do dziś.
Z Izby Pamięci wybraliśmy się do kościoła, aby wykorzystać to, że jest otwarty między niedzielnymi mszami i zobaczyć ceramiczne dekoracje.

Obejrzeliśmy z zewnątrz budynek dawnego Technikum, w którym dziś mieści się Środowiskowy Dom Samopomocy. W tym przypadku akurat niedziela zadziałała na moją niekorzyść – w tygodniu można zobaczyć również wnętrze, które, sądząc po zdjęciach, jest ciekawsze.

Kolejnymi punktami w moim planie było zobaczenie dwóch murali ceramicznych, które znajdują się na elewacjach 2 budynków pozostałych po Kamionce – dawnego budynku administracyjnego i niskiego pawilonu w kompleksie produkcyjnym.




Zabraliśmy ze sobą dron, więc mozaika na budynku administracyjnym, ze wkomponowanym napisem „Kamionka”, choć rozciągająca się na dwóch kondygnacjach została zarejestrowana przez nas w całości.
Podwórko zakładu produkcyjnego było otwarte, więc postanowiłam zajrzeć głębiej. Przyznam się, że liczyłam, że znajdę jakiś okruch ceramiki z Kamionki, który mogłabym wkleić do mozaiki z płytek, którą mam zamiar stworzyć nad kominkiem. Kiedy zerkałam po kątach podwórka, z okna niskiego budynku usłyszałam głos z ukraińskim akcentem:
– Czy chce pani zobaczyć wnętrze zakładu?
Na terenie Kamionki, w niewielkiej części pomieszczeń działa firma produkująca ręcznie bombki choinkowe. Hala, która tam pracuje, miała klucz do części głównych sal produkcyjnych i zaproponowała nam obejrzenie ich.




Jak czułam się, przemierzając hale, w których czas się zatrzymał? Było cicho, bezludnie. Ale otoczenie wyglądało tak, jakby ktoś nagle opuścił zakład produkcyjny. Stoi tam jeszcze część maszyn (np. młyn), wiele form, a nawet sporo nieposzkliwionych ceramicznych czerepów. Walają się również, tu i ówdzie, gotowe produkty, chyba pełniące w przeszłości rolę wzorów. To był drugi z najważniejszych momentów wizyty w Łysej Górze.
Weszłam do świata, który jeszcze 2 dekady temu tętnił życiem, a i dziś wygląda tak, jakby to życie mogło w każdej chwili wrócić. Niestety, to tylko złudzenie.
Odwiedziny Łysej Góry, to co zobaczyłam i usłyszałam, wcale nie zaspokoiły mojej fascynacji i ciekawości. Natychmiast kupiłam dwie książki. Autobiografię inicjatora powstania Kamionki i spiritus movens wielu pozytywnych rzeczy, które wydarzyły się w tej wsi – Franciszka Mleczki, pod tytułem „Wieś rodzinna wzywa”. I książkę „Czarodziej z Łysej Góry” Bożeny Kostuch, opowiadającą o postaci Bolesława Książka i jego twórczości.
Szczególnie ta druga pozycja jest ciekawa, bo pisana żywym językiem dr Kostuch, a dodatkowo – wzbogacona przepięknymi zdjęciami.
Łysa Góra to kawał historii polskiej ceramiki. Warto ją odwiedzić, dopóki istnieją jeszcze murale na Kamionce, dopóki są ludzie, którzy jeszcze pamiętają czasy świetności Spółdzielni i którym chce się opowiadać. Ten świat odejdzie do przeszłości wtedy, gdy przestaniemy my mieć go w pamięci.
