Ceramika w Manises
Mój mąż właśnie wpadł na pomysł, że mógłby przygotować krótki film dla social mediów, pod tytułem „Mam walniętą żonę”*. W filmie tym mógłby opowiedzieć o tym, jak moja pasja zmusza go do włóczenia się po muzeach ceramiki i oglądania niezliczonych ilości płytek, w najróżniejszych miejscach. Oraz o moim zbieractwie, które każe wypełniać szufladę ułamkami płytek, które kiedyś mają stać się dekoracją wzorowaną na ścianie zamku w Alicante. Biorąc pod uwagę, jak popularna jest od lat pasta „Mój ojciec to fanatyk wędkarstwa”, film taki mógłby być całkiem popularny.
Pomysł ten wpadł mu do głowy po wizycie w miasteczku Manises, kilka kilometrów na zachód od Walencji, w Hiszpanii.
To centrum ceramiczne, z historią sięgającą średniowiecza. Jeden z dwóch (obok Paterny) ważnych, historycznych ośrodków przemysłu ceramicznego w tym regionie.

Płytki są tam obecne wszędzie – wystarczy zerknąć na miejskie targowisko i sąsiadujący z nim budynek.


Ale tym razem do Manises przyciągnęło mnie miejskie Muzeum Ceramiki.
I choć widziałam już wiele ekspozycji związanych z płytkami, to byłam absolutnie zachwycona.
Już sam hol wejściowy oddaje piękno tradycyjnych płytek, od wieków produkowanych w tym miejscu.

Z racji zawodowych zainteresowań szczególnie ciekawa była dla mnie część ekspozycji dotycząca produkcji ceramiki (nawet stołowej) w przeszłości. Jak formowano, jak barwiono i zdobiono, jak wypalano te cuda.
Ale nie będę ukrywać, że pozostała część muzeum również była wspaniała.
Można zobaczyć ceramikę i płytki od XIV do XX wieku. Jedno piętro jest poświęcone współczesnym rzeźbom i instalacjom ceramicznym.
Klasyczne azulejos oglądałam już w wielu odsłonach. Niezmiennie zachwyca mnie ich piękno, ale tym razem szczególne wrażenie zrobiła na mnie ekspozycja z pierwszej połowy XX wieku. Te wyraziste kolory, te wzory!
A na dodatek, tę samą stylistykę odnalazłam na portalach kamienic w sąsiedztwie muzeum. Przepiękne.
Muzeum, choć nie jest wielkie, było przeze mnie oglądane przez blisko dwie godziny i być może to właśnie sprawiło, że do głowy mojego męża wpadł pomysł o nagraniu pt. „Mam walniętą żonę”.
Walencja jest miejscem, które stosunkowo często jest odwiedzane przez moich znajomych z polskiej branży. Bo targi Cevisama, bo lotnisko (położone dokładnie w Manises), na które przylatuje się z Polski, by odwiedzić którąś z hiszpańskich fabryk. A z Walencji do Manises można dojechać choćby metrem.
Zatem, jeżeli będziecie w Walencji i będziecie mieć wolne 2 godzinki, wybierzcie się do Muzeum Ceramiki w Manises. Być może zachęcą Was do tej wycieczki cztery filmy, które przygotowałam na potrzeby Tiktoka.
* na wszelki wypadek, muszę dodać, że mój mąż ma po prostu niesztampowe poczucie humoru.
